Najbliższa Mszajutro 08:30 · KarpnikiTelefon+48 511 464 617
Tekst
Parafia św. Jadwigi Śląskiejw Karpnikach

Karpniki · historia mieszkańców

Lekarz, który został w Karpnikach

Życie i zagadkowa śmierć doktora Kurta Deinerta

Opracowanie: ks. Ireneusz Kościk

Dr Kurt Deinert na tarasie swojego domu
Dr Kurt Deinert na tarasie swojego domu. Fotografia archiwalna reprodukowana w przekazanym opracowaniu.

Około wpół do piątej rano mieszkańcy Karpnik zobaczyli ogień. Początkowo sądzili, że płonie pałac. Palił się jednak pobliski dom lekarza. Gdy ruszyli na ratunek, nie wiedzieli jeszcze, że pożar skrywa zbrodnię. W środku zginęły trzy osoby: doktor Kurt Deinert, pielęgniarka Marie-Luise Kittner i służąca Gertrud Stumpe. Jednym z najbardziej przejmujących szczegółów była torba lekarza — jakby tuż przed śmiercią zamierzał wyjść do chorego.

Doktor z własnym samochodem

Zanim jego nazwisko trafiło do kronik kryminalnych, przez ponad dwadzieścia lat kojarzyło się mieszkańcom z pomocą. Pochodzący z Wrocławia Kurt Deinert w 1925 roku przejął praktykę po doktorze Lampelu. Przyjmował najpierw w „Sonnenhofie” pod numerem 65, później w domu Noacków pod numerem 43. W 1936 roku zbudował własny dom przy ówczesnej Herzog-Ernst-Ludwig-Straße. Dolną kondygnację przeznaczył na gabinet i pomieszczenia dla pacjentów.

Był lekarzem ogólnym, ale zajmował się także ginekologią i wykonywał zabiegi w szpitalu w Zillerthal-Erdmannsdorf, dzisiejszych Mysłakowicach. W razie potrzeby sam zawoził tam pacjentki, a potem przywoził je do domu. Do chorych docierał konnym powozem, następnie motocyklem, wreszcie samochodem. W górskiej wsi taki pojazd zwracał uwagę — podobnie jak doktor, który potrafił porozumieć się z mieszkańcami w śląskiej gwarze.

Miał poczucie humoru, lubił polowania, narciarstwo i tenis. W jego domu spotykali się między innymi katolicki ksiądz, ewangelicki pastor i burmistrz. Życie prywatne było mniej pomyślne: oba małżeństwa zakończyły się rozwodem, a przez pewien czas mieszkał z nim ojciec Hugo. Z miejscowością wiązały go jednak przede wszystkim praca i ludzie, których leczył.

Zmieniła się wieś. On pozostał

Po wojnie Fischbach stawał się Karpnikami. Zmieniali się mieszkańcy, język i administracja. W lipcu 1945 roku dom Deinerta został zajęty, a jego dalszy los nie był przesądzony. Doktor chciał jednak zostać i nadal praktykować. Materiały o jego życiu wspominają o polskiej licencji lekarskiej i obywatelstwie. Pojawia się także wzmianka, że w staraniach o pozostanie miał wstąpić do Polskiej Partii Robotniczej.

O codziennej pracy najwięcej mówią jego własne listy. Leczył zarówno Niemców, jak i Polaków. Języka polskiego uczył się od młodych krewnych swojej pielęgniarki. W korespondencji z 30 lipca 1946 roku pisał, że ma „prawie samych Polaków jako pacjentów” i bardzo dobrze się z nimi porozumiewa. Rok później dawał do zrozumienia, że miejscowi nie chcą pozwolić mu wyjechać. Jeszcze w styczniu 1948 roku opisywał coraz bardziej ustabilizowane warunki życia.

W domu niedaleko pałacu, określanym jako dawny Fischbach nr 5, mieszkały z nim dwie kobiety: wieloletnia współpracowniczka Marie-Luise Kittner, nazywana przez niego „Marliese”, oraz służąca Gertrud Stumpe. Było to zarazem miejsce pracy. Niektórzy chorzy pozostawali tam dłużej, aby dojść do zdrowia.

Noc, którą miał pochłonąć ogień

Wieczorem 15 kwietnia 1948 roku Deinert zakończył przyjmowanie pacjentów. W nocy z 15 na 16 kwietnia w jego domu doszło do tragedii. Nad ranem sąsiedzi zauważyli pożar, zaalarmowali straż, wybili okno i próbowali dostać się do środka. W budynku odnaleziono ciała doktora i Marie-Luise. Gertrud Stumpe znaleziono później w górnej części domu, dotkniętej ogniem.

Opisy miejsca zbrodni zachowały szczegół, który musiał pobudzać wyobraźnię śledczych: doktor był ubrany i miał przy sobie torbę z lekami. W domu nie stwierdzono wyraźnych śladów włamania. Czy otworzył drzwi komuś znajomemu? Czy sprawcy przyszli pod pretekstem wezwania do chorego? Człowiek przyzwyczajony do niesienia pomocy mógł nie mieć powodu, by odmówić wyjścia o nietypowej porze.

Po zabójstwie dom podpalono. Jedna z relacji opisuje oblanie górnej kondygnacji benzyną. Ogień niszczył pomieszczenia, a woda użyta podczas gaszenia zalewała niższe partie budynku. Wszystko wskazywało na próbę zatarcia śladów.

„Dochodzenia w toku”

22 kwietnia 1948 roku „Dziennik Zachodni” zamieścił na drugiej stronie wiadomość pod tytułem „Potworna zbrodnia w Karpnikach. Władze śledcze poszukują morderców”. Gazeta opisywała zapach benzyny, ciało lekarza w poczekalni, asystentki w hallu i służącej na piętrze, przy dopalającym się łóżku.

Według tej prasowej relacji komisja sądowo-lekarska stwierdziła trzy postrzały u doktora, sześć u asystentki i jeden u służącej. Dziennikarz wspominał również o teczce z narzędziami chirurgicznymi znalezionej w poczekalni. To ona nasuwała przypuszczenie, że napastnicy mogli udawać ludzi potrzebujących pomocy lekarskiej. Krótka notatka kończyła się słowami: „Dochodzenia w toku”.

Fragment Dziennika Zachodniego z 22 kwietnia 1948 roku opisujący zbrodnię w Karpnikach
„Dziennik Zachodni”, 22 kwietnia 1948 r., nr 92 (1040), s. 2. Wiadomość opublikowana kilka dni po tragedii.

Puszka w ziemi i pieniądze, których nie zabrano

Dochodzenie prowadziło w kilku kierunkach. Rozważano motyw polityczny, wątek powojennego niemieckiego podziemia i sprawę majątku lekarza. Krążyły opowieści o pieniądzach, złocie i biżuterii ukrywanych w domu, ogrodzie oraz u znajomych. Deinert miał rozlokować część swojego dobytku u osób, którym ufał.

U mieszkańców Łomnicy znaleziono należące do niego przedmioty, w tym zakopaną puszkę z monetami i biżuterią. Jej odnalezienie opisano w protokole z lipca 1948 roku. Zatrzymano małżeństwo, u którego znajdowały się rzeczy doktora, lecz sąd ostatecznie nie przypisał im zabójstwa. W kręgu zainteresowania śledczych znalazły się także inne osoby przechowujące jego mienie.

Sprawę komplikował kolejny szczegół: przy ciele lekarza znaleziono ponad dziesięć tysięcy złotych. Sprawcy ich nie zabrali. Jeśli chodziło o majątek, dlaczego pozostawili gotówkę? Czy szukali czegoś innego? A może celem było pozbycie się właściciela rzeczy, które już wcześniej znalazły się w cudzych rękach?

Według opisu zachowanych materiałów akta sprawy obejmują 466 kart w trzech teczkach. Liczba dokumentów pokazuje rozmiar dochodzenia, lecz nie oznacza, że wszystkie tropy doprowadziły do odpowiedzi.

Przyznanie się, które nie zakończyło sprawy

Pięć lat po zabójstwie do zbrodni miał przyznać się mieszkaniec Gruszkowa. Opisywał udział kilku osób i okoliczności napadu. Można było oczekiwać przełomu. Jego opowieść nie zgadzała się jednak z rozmieszczeniem zwłok i ustaleniami z miejsca zbrodni.

Zamiast rozwiązać zagadkę, przyznanie się stworzyło następną. Dlaczego ktoś brał na siebie winę, a zarazem nie potrafił odtworzyć wydarzeń? Nieścisłości w takiej relacji nie były drobiazgiem: dotyczyły tego, co rzeczywiście zastano w domu.

Późniejszy przekaz prasowy wskazywał Andreasa Bednarza jako jednego z domniemanych sprawców, a Josefa Jasińskiego, kierownika warsztatu samochodowego, jako organizatora zabójstwa. Według tej wersji Deinert powierzył mu część swoich rzeczy, a śmierć lekarza miała umożliwić zatrzymanie mienia. Wymieniano także innych domniemanych wspólników. Była to jedna z wersji opowieści o zbrodni, a nie jednoznaczne zamknięcie sprawy. Nazwiska i kolejne oskarżenia nie złożyły się w bezsporną odpowiedź.

Ostatnia droga i ślad, który pozostał

Pogrzeb doktora i Marie-Luise odbył się 20 kwietnia. Według zachowanej relacji w ostatniej drodze towarzyszyło im około tysiąca osób, wśród nich wielu Polaków. Dla mieszkańców nie byli jedynie ofiarami głośnej zbrodni. Byli ludźmi znanymi z gabinetu, wizyt domowych i pomocy w chorobie.

Grób Kurta Deinerta zachował się na cmentarzu parafialnym w Karpnikach. Kamienny krzyż i tablica z nazwiskiem doktora przypominają, że ta historia nie rozgrywała się gdzieś daleko. Dotyczyła człowieka, który mieszkał tutaj, przyjmował tutejszych pacjentów i postanowił zostać, choć po wojnie zmienił się niemal cały znany mu świat.

Grób doktora Kurta Deinerta na cmentarzu parafialnym w Karpnikach, z kamiennym krzyżem, kwiatami i zniczami
Grób doktora Kurta Deinerta na cmentarzu parafialnym w Karpnikach. Fotografia współczesna, przekazana przez ks. Ireneusza Kościka.

Po niemal osiemdziesięciu latach pozostaje pytanie, kto wszedł tamtej nocy do domu lekarza i dlaczego trzy osoby musiały zginąć. Warto je stawiać. Warto również pamiętać, że przed tragicznym końcem były ponad dwie dekady pracy, ludzie oczekujący pomocy i lekarz, który do nich jechał — najpierw powozem, potem motocyklem, wreszcie samochodem.

W pamięci Karpnik jest miejsce nie tylko na zagadkę jego śmierci, lecz także na pamięć o jego życiu.

Źródła opracowania

Podstawą redakcyjną artykułu jest opracowanie o doktorze Kurcie Deinercie przekazane przez ks. Ireneusza Kościka. W opracowaniu wykorzystano następujące materiały:

  1. Irene Flemming, Fischbach im Riesengebirge, rozdział „Dr. Kurt Deinert” — skan przekazany do tłumaczenia i opracowania.
  2. „Dziennik Zachodni”, Katowice, 22 kwietnia 1948 r., nr 92 (1040), wydanie A, s. 2: „Potworna zbrodnia w Karpnikach. Władze śledcze poszukują morderców”.
  3. Zachowana korespondencja Kurta Deinerta oraz relacje o mieszkańcach Fischbach/Karpnik, cytowane w wykorzystanych materiałach.

Ilustracje: portret doktora i reprodukcja notatki prasowej pochodzą z przekazanego opracowania. Współczesną fotografię grobu na cmentarzu parafialnym w Karpnikach przekazał ks. Ireneusz Kościk.